Train wheels beating, the wind in my eyes

Powracam dziś myślami do długiego weekendu, który raczył nas przepiękną letnią pogodą. Co prawda ja i tak miałam wolne bo jeszcze nie pracowałam, ale i tak te cztery dni wydawały się jakieś inne, wyjątkowe. Mój mąż wziął sobie wolne i spędziliśmy te kilka chwil tylko we dwójkę. W czwartek w ramach obiadu rozpaliliśmy grilla. Dochodzę w tym do perfekcji. Pod wieczór wybraliśmy się na spacer. Sprawdzałam czy jeszcze potrafię chodzić w tych sandałach. Ostatnio miałam je chyba na swoim wieczorze panieńskim. Na szczęście są bardzo wygodne przez może trochę toporny, ale stabilny obcas. Sukienkę kupiłam pod koniec lata (oryginalnie była długa i to ja ją skróciłam do pożądanej długości) więc nie miałam okazji jej założyć w takiej letniej stylizacji właśnie. Pokazywałam wam jednak wersję jesienną z kryjącymi rajstopami tutaj. Do tego, dla wzmocnienia drapieżnego charakteru zestawu, również „staroć” w postaci skórzanej kamizelki. Nie wiem właściwie dlaczego w tym roku założyłam ją dopiero pierwszy raz. Jest świetna, ale jakoś nie umiałam znaleźć na nią okazji na wiosnę.

Sukienka – allegro.pl
Kamizelka – Sinsay
Sandały – czasnabuty.pl
Torba – humad.pl
Bransoletki – Lokaah
Zegarek – blink-bizuteria.pl

Dalej

Podziel się z innymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *