Sarah J. Maas – Dziedzictwo ognia [RECENZJA]

Zobacz blog

Pierwszy raz z twórczością Maas spotkałam się w 2016 roku. „Szklany tron” zachwycił mnie do tego stopnia, że jeszcze długo po jego przeczytaniu nie potrafiłam przestać o nim mówić. Była to książka, która miała wszystko, czego potrzebowałam w dobrej literaturze: zadziorna bohaterka, wartka i zaskakująca akcja oraz lekkie pióro autorki. Teraz mam za sobą już trzy tomy serii, jednak czy „Dziedzictwo ognia” dorównało swoim poprzednikom? Czy też na tej części zakończę swoją przygodę z Celaeną?

Dziedzictwo ognia
Celaena Sardothien to okrutna zabójczyni, która nie poddała się niewoli w kopalni soli oraz zwyciężyła w turnieju o pozycję Królewskiej Obrończyni. Niestety ostatnie wydarzenia mocno nią wstrząsnęły. Teraz przyjdzie jej zmierzyć się z czymś groźniejszym – z własnym dziedzictwem i demonami. Celaena zostaje odesłana do Wendlyn, gdzie trafia przed oblicze Maeve. Dziewczyna potrzebuje odpowiedzi na temat kluczy Wyrda, jednak aby je uzyskać musi przejść odpowiednie szkolenie, które pozwoli jej dostać się do legendarnego Doranelle, gdzie rządzi Maeve. Pod czujnym okiem księcia Fae Celeana stara się okiełznać swoją moc. W Rifthold rebelianci zawiązują sojusze, mające na celu zakończenie panowania okrutnego władcy i przywrócenie magii na kontynencie. Czy Celeana uzyska odpowiedzi na dręczące ją pytania? Czy odnajdzie w sobie odwagę, aby pogodzić się z dziedzictwem? Co czeka rebeliantów?
Ogniste serce
Celaena nie jest idealną postacią. W poprzednich częściach podziewałam ją za upór, cięty język i odwagę. Wydarzenia z „Korony w mroku” złamały główną bohaterkę. Obwinia się za to, że nie udało jej się zapobiec tamtym wydarzeniom. Jej zmianę widać od początku tej historii. W trzecim tomie Maas odkrywa przed czytelnikiem przeszłość Celaeny oraz jej dziedzictwo. Główna bohaterka musi odnaleźć w sobie siłę, aby okiełznać ogniste serce. Jednak jak ma tego dokonać, gdy straciła zapał i odwagę, a wiele lat temu odcięła się od swojej mocy? Celaena musi nauczyć się panować nad magią ognia, a jednocześnie pogodzić się z przeszłością i odgonić smutek i ból spowijający jej serce. Dziewczyna przechodzi długą drogę, która nie jest dla niej łatwa. Celaena w „Dziedzictwie ognia” wielokrotnie poddawała się i rezygnowała, co z czasem stawało się irytujące. Gdzie podziała się ta słynna zabójczyni? Na prawdziwą Celeanę przyszło mi czekać niemal 500 stron, ale było warto.

To skomplikowane

Nową i ciekawą postacią jest Rowan, którego Celaena spotyka w czasie swojej wyprawy. Jest szorstkim, małomównym, niebezpiecznym lecz nieziemsko przystojnym Fae, który służy jej ciotce. Jego osobowość kontrastuje z osobowością Chaola i Doriana, których od początku historii można było obdarzyć sympatią. Rowan wielokrotnie prezentuje swoją arogancję i dominację, która zniechęca do siebie nie tylko zabójczynię, ale także czytelnika. Jednak z czasem zmienia się, poznajemy jego historię i zaczynamy widzieć go jako zupełnie innego mężczyznę. Ostatecznie polubiłam jego postać, jednak więź jaka powstała między nim a Celaena jest dla mnie trochę niejasna. Ich zachowania wielokrotnie były ze sobą sprzeczne. Pozostaje mi czekać na rozwinięcie tej znajomości w kolejnym tomie.

Cliffhanger jakich mało
Maas zaskarbiła sobie moją sympatię umiejętnością kreowania świata przedstawionego oraz wciągającą historią, która angażuje wszystkie postaci. Tym razem na Maas, jaką poznałam w poprzednich tomach musiałam trochę poczekać. Autorka przedstawiła świetny spisek i niespodziewane zwroty akcji, na które przyszło mi jednak trochę poczekać. Historia nie wciąga od razu, dopiero w połowie książki wydarzenia nabierają głębszego zarysu, a zakończenie to istna petarda. Mimo słabego początku na takie zakończenie warto było czekać.
Byłoby fajnie, gdyby nie…
Czy jest coś co mi się nie podobało? Tak. Trzeci tom w porównaniu do poprzednich liczy ponad 650 stron. Podziwiam autorkę za umiejętność kreowania tak długich historii jednak tym razem Maas mnie trochę rozczarowała. Historia w poprzednich tomach była opowiadana z perspektywy Celaeny, Chaola oraz Dorian, dzięki czemu była zwarta i z niecierpliwością czytałam kolejne rozdziały. W tym tomie otrzymujemy kolejną postać, jaką jest Manon z klanu Wiedźm. Jej historia ciągnie się przez całą książkę i nie wnosi ona do historii nic ważnego. Historia Manon oczywiście była ciekawa i jak dla mnie nadawałaby się idealnie na odrębną nowelkę. Jednak nie miała nic wspólnego z głównymi bohaterami powieści. Stała się niepotrzebnym zapychaczem, który dodał powieści kolejne 100 stron.
Podsumowanie
„Dziedzictwo ognia” to już trzeci tom opowiadający losy Celaeny Sardothien, lecz nie wywarł na mnie tak dobrego wrażenia jak dwa poprzednie. Maas po raz kolejny stworzyła ciekawą historię, świat przedstawiony i niesamowitych bohaterów, lecz ta historia była zdecydowanie za długa, głównie przez wątek z Manon, który nie wnosił nic istotnego do książki. Mimo słabego początku autorka zaserwowała mi niezwykle emocjonujący cliffhanger i właśnie dla takiego zakończenia warto sięgnąć po ten tom.

Wydawnictwo: Uroboros ‖ Rok wydania: 2015 ‖ Liczba stron: 654
Tom: III ‖ Tytuł oryginalny: Heir of Fire ‖ Ocena: 4,5/6

Zobacz również poprzednie recenzje:
Tom I:  Szklany tron

Dalej

Podziel się z innymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *