PRZYWIĄZUJ SIĘ DO MIEJSC, LUDZI I ZWIERZĄT!

Czasami dzieje się tak, że coś, co jeszcze do niedawna wydawało się nam oczywiste, coś bez czego nie wyobrażaliśmy sobie życia, okazuje się tak naprawdę chwilowym zachwytem czy po prostu błędnym tokiem myślenia. Ja jeszcze pamiętam jak miałam te 6 czy 7 lat i moim najwspanialszym na świecie ciuszkiem była błękitna sukienka. Myślę, że moja kuzynka pamięta ją równie dobrze jak ja.

I co z tą sukienką? No po prostu obłędna, pastelowa, błękitna. Do tego mama kupiła mi błękitne sandałki i był to mój zestaw w którym wydawało mi się – będę chodzić już zawsze latem. Serio, kiedy tylko robiło się cieplej i mama znosiła te letnie ubrania ja czekałam tylko na tą sukienkę, żeby tylko sprawdzić czy przypadkiem z niej nie wyrosłam. I w końcu wyrosłam.
Wcale nie uważam, że przywiązywanie do rzeczy, miejsc, ludzi czy zwierząt jest złe. Pisałam kiedyś smutnego posta, bo niestety życie takie jest i teraz Nasza Carla pozostaje w naszych wspomnieniach. Jeśli sparzysz się wodą, stajesz się ostrożniejszy, ale czy przestajesz ją pić? Nie zrezygnowaliśmy z psa, w miejsce jednego pojawił się drugi i pamiętam sytuację kiedy nasz Rico poszedł na dłuższy spacer, a my przeszukaliśmy całą wioskę i nigdzie nie mogliśmy go znaleźć. Strata kolejnego psa? Pojawiały się już dyskusje, że więcej psów mieć nie będziemy, bo za bardzo każde z nas przeżywa stratę. Rico wrócił sobie sam, ma się dobrze, a my wspominamy to z uśmiechem. 
Ale co jeśli ktoś by go zabrał lub nie daj Boże potrącił? Czy już nigdy nie mielibyśmy psa? Oczywiście, że nie. Straty są bolesne, szczególnie jeśli stworzyła się jakaś więź, relacja, ale to nie oznacza, że mamy tego unikać do końca życia. 
Z wielu rzeczy w swoim życiu nie jestem dumna. Ale gdyby nie te drobne czy większe potknięcia nie byłabym tutaj gdzie jestem teraz. Jeszcze nie raz popełnię błąd, zły wybór, ale to właśnie z tego składa się nasze życie. Przez przywiązanie do ludzi, a później ich straty poleciało morze łez, smutek, pytanie dlaczego tak a nie inaczej? Teraz pozostało zapalić świeczkę czy przynieść kwiaty. Albo po prostu posiedzieć i pogadać, mając świadomość tego, że ktoś kto jest tam wysoko słyszy nas, siedzi tuż obok i nas przytula. Tylko jest mniej widoczny niż reszta. Trzeba mieć sporo wiary, żeby to widzieć.
Moja błękitna sukienka za czasów prawdziwego gówniarza nauczyła mnie, że nie będę wiecznie taka mała i wizja nieustannego chodzenia w niej jest nierealna, bo jeśli ja się nie zestarzeje to ona to zrobi. 


Czy mam do niej pretensje? Oczywiście! Mogła rosnąć razem ze mną lub po prostu nie być taką ładną. Już nigdy nie przywiązałam się aż tak do żadnego ubranka. Każde przywiązanie było nieco słabsze, bo nic nie chwyciło mnie za serce tak, jak ten bezbłędny błękit.

Uważam, że gdyby nie to przywiązanie to tego co Nas otacza nie bylibyśmy ciepłymi ludźmi z wielkim sercem. Warto wyciągać lekcje z źle dobranych znajomych, uczyć się miłości od zwierząt  czy inspirować się miejscami. 
Kocham góry. To miejsce które ma tak niesamowitą siłę przyciągania, że gdybym mogła jeździłabym tam przynajmniej raz w miesiącu, żeby tylko mi się nie znudziły. Ale cierpię na brak czasu, chociaż gdybym tylko naprawdę chciała zarezerwowałabym ten jeden weekend i jazda! Marzę o tym, żeby się tam znaleźć, niestety póki co ogranicza mnie moje tło dzisiejszych zdjęć – Politechnika ♥
buty, plecak – Nike / spodnie – Pull&Bear / bluzka, bluza – Cropp / okulary – Sinsay / bransoletka – Jubileo / zegarek – Casio 

Kończę moje poranne przemyślenia :) Swoją drogą moje Air Maxy kupiłam za 15 zł na ciuchach.. :D Zdjęcia sprzed kilku ładnych dni, obecnie nie ma mowy o żadnej bluzie. Gorącej niedzieli życzę ♥  

Dalej

Podziel się z innymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *