Reiki często jest reklamowane jako łagodna technika relaksu. Kilka ruchów dłoni, trochę ciszy, może odrobina muzyki w tle. I właśnie to sprawia, że wiele osób nie widzi w niej niczego groźnego. Dopiero później okazuje się, że za niewinną otoczką kryje się system pełen symboli, inicjacji, tajemnych nauk, hierarchii i praktyk, które nie mają nic wspólnego z neutralnym „masowaniem energii”. Nic dziwnego, że niektóre środowiska określają reiki jako grupę o cechach sekciarskich lub praktykę duchową, która wciąga głębiej, niż człowiek się tego spodziewa. Warto więc zobaczyć, dlaczego reiki wzbudza takie kontrowersje i skąd bierze się opinia, że działa podobnie jak sekta.

Zamknięty system wtajemniczeń – im dalej, tym „bardziej duchowo”

Reiki nie wygląda na sekciarskie na początku. Pierwszy poziom to zwykle spotkanie, podczas którego uczestnik słyszy o „energii życia”, „harmonii” i „otwieraniu kanałów”. Tyle że potem zaczyna się coś, co przypomina zamknięty system awansów:

  • poziom 1: inicjacja,
  • poziom 2: symbole i „mocniejsze energie”,
  • poziom 3: tzw. mistrzostwo,
  • poziom 4: mistrz-nauczyciel.

Każdy kolejny etap prezentowany jest jako „głębszy”, „bardziej duchowy”, wymagający „przekazania mocy” od osoby wyżej w hierarchii.

To struktura typowa dla grup, w których wyższy poziom wiedzy jest zarezerwowany dla wybranych i dostępny tylko po opłaceniu kolejnych etapów wtajemniczenia. Zwykłe metody relaksu czegoś takiego nie mają. Sekrety, rytuały i stopnie to znak ostrzegawczy.

„Mistrz energii” jako autorytet – niebezpieczna relacja zależności

W reiki to osoba prowadząca inicjację często staje się kimś więcej niż nauczycielem. To przewodnik duchowy, ktoś, kto „otwiera kanały”, przekazuje moc i decyduje, czy adept jest gotowy na kolejny poziom. Taki układ łatwo tworzy zależność:

  • praktykujący zaczyna ufać mistrzowi bardziej niż własnym odczuciom,
  • niektóre osoby traktują jego słowa jako prawdę absolutną,
  • krytyczne myślenie zaczyna zanikać,
  • a relacja przyjmuje formę duchowego podporządkowania.

To mechanizm znany z wielu grup o cechach sekty: osoba na szczycie hierarchii zyskuje symboliczną władzę nad uczestnikami.

Uczestnikowi mówi się, że ma „blokady” i tylko reiki może je usunąć

To kolejna rzecz, która budzi duży niepokój. W trakcie sesji reiki praktykujący często używa pojęć typu:

  • „masz energetyczne rany”,
  • „twoja aura jest zaburzona”,
  • „nie jesteś oczyszczony”,
  • „coś cię blokuje, ale reiki to naprawi”.

Takie komunikaty tworzą poczucie, że:

  • z człowiekiem jest coś nie tak,
  • problem jest niewidzialny i nie da się go samodzielnie sprawdzić,
  • rozwiązanie jest tylko w obrębie reiki.

To dokładnie ten rodzaj narracji, który pojawia się w grupach uzależniających duchowo. Najpierw wytwarza się problem, a potem oferuje jedyne dostępne wyjście. Dla osób wrażliwych psychicznie to bardzo niebezpieczne.

Reiki miesza sferę emocji, duchowości i zdrowia – bez żadnej kontroli

Największym problemem jest to, że reiki działa na pograniczu psychiki i duchowości, a robi to bez odpowiedzialności i bez standardów. Osoba przychodząca na „sesję relaksu” może trafić w miejsce, gdzie:

  • dostaje pseudomedyczne diagnozy,
  • słyszy o energiach, których nikt nie potrafi zmierzyć,
  • przyjmuje rytuały bez świadomości, czym są,

zaczyna interpretować swoje emocje jako „manifestacje energii”.

To nie jest masaż.
To nie jest terapia.
To nie jest medytacja.

To metoda, która ingeruje w światopogląd i psychikę, podsuwając gotowe interpretacje życia, cierpienia, choroby czy stresu. I to właśnie takie działanie jest typowe dla ruchów, które bywają postrzegane jako sekciarskie.

Symbolika, rytuały i „przekazy mocy” – elementy bardzo podobne do praktyk religijnych

Reiki nie jest neutralne. Ma własne:

  • symbole,
  • formuły,
  • rytuały inicjacyjne,
  • modlitwy-affirmacje,

a nawet koncepcję „wyższej energii prowadzącej”.

To nie jest zestaw technik relaksacyjnych.
To system duchowy – tylko opakowany w nowoczesne słowa.

W niektórych nurtach reiki używa się nawet praktyk przywołujących „duchowych przewodników”, co budzi ogromny sprzeciw zarówno wśród chrześcijan, jak i psychologów pracujących z osobami po doświadczeniach okultystycznych.

Dla wielu właśnie dlatego reiki wygląda jak sekta: ma symbole, tajemnice, mistrzów, wtajemniczenia i rytuały.

„Tylko my mamy dostęp do prawdziwej energii” – element ekskluzywności

Grupy o cechach sekciarskich mają tendencję do tworzenia poczucia wyjątkowości: „To, co robimy, jest jedyną właściwą drogą”.

W reiki często pojawia się narracja, że:

  • zwykła medycyna „nie rozumie energii”,
  • ludzie nieoświeceni „nie są gotowi”,
  • a mistrzowie reiki mają „specjalny dostęp” do tego, czego nie rozumie świat nauki.

To znowu mechanizm znany z sekt: tworzenie świata podzielonego na „nas” i „resztę”.

Brak kontroli nad skutkami psychicznymi

W reiki nie ma żadnych norm etycznych ani instytucji, które kontrolowałyby działanie praktykujących. Jeśli coś pójdzie nie tak – nikt nie bierze odpowiedzialności. Są za to liczne relacje osób, które po praktyce:

  • doświadczały lęków,
  • miały zaburzenia snu,
  • czuły niepokój,
  • zaczęły popadać w obsesyjne myślenie o „energiach”,
  • miały poczucie duchowego „otwarcia, którego nie potrafią zamknąć”.

Przypadki takie nie są rzadkie. A ponieważ reiki nie działa na bazie realnych procesów fizycznych, trudno przewidzieć, jak dana osoba zareaguje psychicznie.

Czy reiki jest sektą? Formalnie – nie.

Ale czy ma cechy sekciarskie i może działać jak sekta na osoby podatne? Tak, i właśnie dlatego budzi tak duże obawy.

Reiki wciąga powoli, warstwami. Zaczyna się niewinnie, a kończy rytuałami, duchową zależnością, symbolami, inicjacjami i przekonaniem, że problemy życiowe wynikają z „energii”. To model, który może prowadzić do uzależnienia, utraty krytycznego myślenia i powstania silnej relacji z „mistrzem”.

Dlatego wiele środowisk ostrzega przed reiki, traktując je jako praktykę duchową stwarzającą ryzyko – nie tylko światopoglądowe, ale też psychologiczne.