Podróżuję w poszukiwaniu siebie… / Sardynia

Tego wieczoru uparłam się, że chcę wyjść na zachód słońca. Wrzuciłam potrzebne rzeczy do torebki i nim się obejrzałam byliśmy w samochodzie. Do najbliższej plaży mieliśmy kawałek i idąc na nogach na pewno przegapilibyśmy moment, kiedy rozżarzona kula wpada wprost do morza. W końcu trwa to  tylko kilka minut i pozostawia piekielnie dobre uczucie niedosytu. Koi serce. Wypełnia ciepłem. Na miejscu byliśmy chwilę później. Z parkingu biegłam tak szybko, że nie pamiętam co mijałam po drodze. Zatrzymałam się dopiero na ogromnych skałach. Kiedy dotarł Mateusz stałam tyłem. Wpatrywałam się w otchłań morza i w myślach wymieniałam wszystkie wdzięczności, które w sobie noszę. Nawet nie usłyszałam, kiedy za pierwszym razem krzyknął, że "dzisiaj zachodu słońca nie będzie. Słońce schowało się za chmury". "To nic" – wykrzyknęłam. "Chodź do mnie…"

Czytaj więcej »
Dalej

Podziel się z innymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *