Essence Lipliner 11 in the nude + sleekowa kreska

Hej!
W końcu wolny dzień, przede mną weekend nauki na poniedziałkowy egzamin, ale póki co wpadam do was z postem.
Wiecie, że ja zakochałam się w konturówkach do ust od Essence. Ostatnio kupiłam dwa nowe odcienie w tym jasny, beżowy nudziak. Czy jestem zadowolona?


Essence Lipliner 11 in the nude

Kredkę kupiłam na promocji w Naturze -40%, więc dwie wyszły mi za grosze.

Lubię jasne szminki i pomadki, tym razem przyszła kolej na konturówkę, której zdecydowanie brakowało w mojej kolekcji.

Kolor jest taki różowo-beżowy, dosyć jasny, ale nie trupio blady.
Jeśli chodzi o samą kredkę to jest dosyć miękka i przy pierwszej próbie malowania niestety mi się złamała, trzeba uważać.

Gładko sunie po ustach i równomiernie się rozprowadza.
Mam wrażenie, że ciut szybciej ucieka z ust niż moja poprzednia kredka w odcieniu cute pink, która jest zdecydowanie moim faworytem.

Mimo wszystko ten kolor też polubiłam i jest idealnym dopełnieniem ciut mocniejszego makijażu.
A tak wygląda na ustach:

Dodatkowo kreska wykonana cieniami ze sleeka, czyli ostatnio mój ulubiony sposób na kreskę. Nie jest trudno ją wykonać, ciężko ją zepsuć (nawet z moimi marnymi zdolnościami malowania kreski :D). Daje ona taki fajny, delikatny, rozmyty efekt, który nie rzuca się bardzo w oczy, ale ładnie podkreśla oko.

A wy wolicie kreski eyelinerem, czy cieniami?
A co myślicie o konturówkach essence? :)
Miłego weekendu!

Dalej

Podziel się z innymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *