Dresslink: dostawa

Dresslink: dostawa

Witajcie!
Jak pewnie większość z Was już wie, zgodziłam się na współpracę ze stroną dresslink kilka tygodni temu. Byłam ciekawa, czy faktycznie jest warta polecenia. Właśnie otrzymałam przesyłkę z zamówionymi rzeczami i mogę Wam napisać co nieco odnośnie współpracy. Ale tak na serio ;)

Po pierwsze: mail
Zacznę może od początku współpracy, czyli wymiany mailowej z przedstawicielem sklepu. W pierwszym mailu informują mnie o możliwości kooperacji z blogerami i proszą o szybką odpowiedź. Po sprawdzeniu na stronie okazuje się, że nie spełniam ich wymagań, czyli minimum 1000 obserwatorów bloga. Pytam więc w jaki sposób miałaby wyglądać współpraca – dostaję odpowiedź, że nie jest to opcja ,,Blogprom„, o której możecie poczytać na ich stronie. W jej ramach mogę sobie wybrać kilka rzeczy z ich strony, które mi wyślą. Warunek?
a) muszę się zmieścić w 20$. Patrząc na ceny stwierdziłam, że dam radę to zrobić, ponieważ większość rzeczy oscyluje w okolicy 6-7$
b) po otrzymaniu paczki muszę napisać posta o rzeczach (co właśnie czynię).
Wysłałam więc wiadomość z pytaniem, czy będę musiała umieszczać banner ze sklepu na stronie. Nie nie, wystarczy, że napiszę wishlistę i posta po otrzymaniu przesyłki i pamiętaj – 20$, w tym przesyłka (o zamawianiu napiszę w dalszej części).
Wysyłam maila z podsumowaniem w ramach upewnienia się, czy wszystko dobrze zrozumiałam, ponownie pytam o banner oraz tracklinki i informuję, że zarejestrowałam się na stronie. Dostaje w odpowiedzi maila zawierającego praktycznie taką samą treść jak poprzednio. Oni nie zrozumieli, czy ja przysypiałam w trakcie czytania? No nic, przechodzimy do następnego punktu…

Po drugie: zamówienie
Po zarejestrowaniu się na stronie otrzymuję wiadomość, że dostałam gratis 50$ do wykorzystania na sklepie. Sprawdzam w odpowiedniej zakładce – faktycznie, widnieje tam 50$. Wygląda to mniej więcej tak:

Robi mi się milej na duszy, ale póki co nie zamierzam z niego korzystać, dopóki nie przyjdzie moje zamówienie i nie sprawdzę dokładnie zawartości paczki.
Przystępuję do zamawiania: przeglądam stronę, dodaję do ulubionych rzeczy, które mnie interesują, sprawdzam dostępne rozmiary, prawdziwe zdjęcia osób, które zamówiły dany przedmiot, wymiary… Przeglądam raz jeszcze i próbuję wybrać. Decyduje się na 3 rzeczy. Dodaję je do koszyka, wybieram wysyłkę (china post with tracking number) i tu pierwsze schody – sama wysyłka to połowa ceny zamówienia. Z racji tego, że lekko przekroczyłam dozwoloną wartość (22 $), muszę zmodyfikować zamówienie, więc redukuję je do dwóch rzeczy – kompletu w paski i torebki. Tym razem mieszczę się w cenie, więc zaklepuję wszystko i wybieram Wester Union jako formę płatności (zalecenie, które dostałam od pracownika). Doczytuję co nieco o tym kuponie (klik), który dostałam w zamian za rejestrację w sklepie. I okazuje się, że taki kupon możemy ,,dodać do zamówienia” przez co jego cena  redukuje się o jakieś 15%. To znaczy, że nie mamy do wydania 50$ za jednym zamachem, tylko możemy sobie zmniejszać cenę całkowitą w trakcie kolejnych zakupów (pomyślcie ile trzeba by kupić rzeczy, żeby zużyć całą tą kwotę). Poniżej widzicie jak wyglądało podsumowanie mojego zamówienia:

Po trzecie: wishlista
Zgodnie z umową tworzę posta z wishlistą (do zobaczenia tutaj). Wybieram ładne zdjęcia rzeczy, pod nimi umieszczam linki bezpośrednie do sklepu. Informuję o tym pracownika w mailu. Dostaję odpowiedź zaczynającą się od ,,Dear,i am sorry but could you please…” w dalszej części znajduje się ,,tracklink”, który powinnam dodać do posta. Jego zadaniem jest sprawdzanie ile osób odwiedza bloga i klika w podane rzeczy. A pytałam o niego wcześniej…

Po czwarte: przesyłka
Wysłałam numer zamówienia do pracownika, z którym się kontaktowałam, a on je zrealizował = przekazał do wysyłki. Poinformował mnie o tym w mailu. Opcja ,,track order” na moim koncie w serwisie dresslink pozwala na śledzenie wszystkich etapów, przez które przechodzi paczka. Wygląda to mniej więcej tak:

Wspaniale, nieprawdaż? ;)

W dalszej części maila znajduję banner, który powinnam umieścić na stronie. Banner, teraz? Czyżbym nie pytała o niego wcześniej? Ech, ech, ech…

Teraz zostało już tylko oczekiwanie. Po kilku dniach sprawdzam na koncie, jak się miewa moja paczka. Dowiaduję się, że jest już na terenie Polski – zmiana znaczków z chińskich na normalne ;)

Jeszcze kilka dni i oto jest – paczuszka we własnej postaci. Otwieram i sprawdzam co zawiera.

Pierwsze wrażenie? Ulga – dostałam to co zamówiłam, w odpowiednich kolorach i rozmiarach. Rozpakowuję folię i przymierzam. Nie jest źle, ale idealnie też nie. Nie oczekiwałam cudów. Materiał to typowy syntetyk, pachnie jeszcze fabryką. Poza tym bez zarzutu – wszystko na swoim miejscu, nitki nie wystają, rzeczy się trzymają. Martwiłam się tylko, czy spódnica nie będzie prześwitująca, ale na szczęście – nie (to dość cienki materiał). Oceńcie sami:

real photo
i dla porównania zdjęcia ze strony
Przesyłka dotarła do mnie po 12 dniach od zatwierdzenia zamówienia (wliczając soboty i niedziele), czyli całkiem szybko jak na paczkę wysłaną z Chin.
Zgodność z opisem – jest. Dostałam to co zamówiłam, a to, że nie wyglądam w tym jak modelka ze zdjęcia to trochę inna sprawa ;) Za kilka dni postaram się wrzucić zdjęcia rzeczy robione w świetle dziennym, tak dla lepszego porównania. 
A tymczasem idę się cieszyć wakacjami, które własnie zaczęłam :) 
E.

Dalej

Podziel się z innymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *