Daj życiu wziąć się za rękę…urywek Sardynii

Siedziałam pośród niczego. Kawałek materiału od spódnicy powiewał na letnim wietrze. Morze odbijało skrzące promienie słońca. Przez chwilę wpatrywałam się w nie. Zmieniający się turkus wody koił moje serce. Czułam się bezpiecznie, choć wokół nie było żywej duszy. W tej samej chwili zwróciłam twarz do słońca, aby poczuć jego siłę. Czułam jak łaskocze mój nos i policzki. Po chwili dołączył do niego wiatr, a moje włosy zaczęły tańczyć. Zamknęłam oczy. W oddali zobaczyłam dwójkę młodych ludzi. Pływali na desce, rozmawiali ze sobą i głośno się śmiali. Ich dobra energia unosiła się w powietrzu. Nie chciałam pozostawać dłużna. Błyskawicznie wyciągnęłam szyję w ich kierunku i przesłałam do nich największy uśmiech jakim tylko obdarował mnie Bóg. Obserwowałam ich jeszcze chwilę, a później wybrałam się na spacer plażą. Delikatny piasek i wbijające się kamienie mrowiły moje stopy. Starałam się zachować równowagę, wchodząc na jedną ze skał znajdujących się między plażą a morzem, zupełnie jak w życiu. "Tyle tutaj przenośni i życiowych prawd, którymi kolejny raz będę mogła wypełnić walizkę i przywieźć ze sobą do domu" – pomyślałam i w tej samej chwili spojrzałam na morze z poziomu wysokiej skały. Nawet nie zauważyłam, kiedy spokój wlewał się do mojego umysłu. Stopniowo. Chwila po chwili. W swoim tempie. Zaczęłam nucić ulubioną piosenkę Kaleo i wędrowałam dalej…
Czytaj więcej »
Dalej

Podziel się z innymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *