Be Fit : Bo nigdy nie jest za poźno.

Be Fit : Bo nigdy nie jest za poźno.

Za późno nigdy nie jest – jak mówi tytuł dzisiejszego postu.
Choć wkoło słyszałam – ‚zima idzie, Ty chcesz się odchudzać?’czy ‚Dziecko, na zimę to się tyje!’ – właśnie pewnego listopadowego wieczoru stwierdziłam, że już dość poprawiania nastroju chałwą, przesiadywania w wolnym czasie (czy istnieje taki czas, o zgrozo w moim życiu?!) na stołku/łóżku/przy youtube/na schodach i ogólnie pojętego bardzo złego odżywiania w biegu fastfood’ami z sieciowego sklepu i kawą z automatu.
Co z czasem? 
Otóż zawsze się znajdzie. W naszym życiu nawet nie dostrzegamy kilku czynności, które nie są nam niezbędne – surfowanie po zakamarkach internetu czy fejsbuka.
Wahania wagi, jakie spotkały mnie w ciągu ostatnich lat a także i miesięcy (10 kg do przodu odkąd rozpoczęłam studia i 3 kg w przód, 2 kg do tyłu i znów 2,5 kg do przodu – czyli niezła huśtawka tłuszczyku!). Mimo,że te dodatkowe kilogramy w końcu odsunęły mnie od kostnego wyglądu z lat liceum – około czterech zyskanych przez słodycze ostatnimi czasami są zbędne. Kilogramy świeżych, zdrowych i bieszczadzkich jabłek, przywiezionych z domu jeszcze bardziej dały mi do zrozumienia – że zdrowe nie znaczy – niesmaczne!
Od czego zaczęłam
Od kompletowania garderoby oczywiście! Promocja w Go Sport na buciki Nike Revolution – 129,99 z 259 złotych jeszcze bardziej wyzwoliły chęć do bycia fit! Oczywiście z największą szczerością – polecam! Choć jeśli chcemy skupić się tylko i wyłącznie na bieganiu i jeśli dysponujemy większą sumą pieniędzy – warto zainwestować w tak zwane runnery – czy to Reebok czy Nike czy Asics – są stworzone do biegania, nie obciążają stawów i amortyzują ciało podczas biegu.
Kolejna rzecz – koszulka do biegania. Ja swoją upolowałam w SH – ciepły nabytek z meteczką za 2 złote z Karrimor. W normalnej cenie także są dostępne w sklepach typu She run He run bądź Decathlon – wydatek od 30 złotych w górę.
Co jeszcze? Wygodne legginsy i bluza. Ewentualnie nerka czy pas do biegania – gdy chcemy wrzucić w wygodnie miejsce zegarek, telefon czy klucze.

Przez pierwsze dni, a zaczęłam 13.11 (oby okazał się to szczęśliwy dzień!) – ćwiczyłam kilka serii po 10 minut ze znaną nam Mel B, później zaczęłam biegać i co dwa dni regularnie pokonuję dystans około 5-6 km. Mam nadzieję na zwiększenie dystansu wraz ze wzrostem kondycji :) 
UPDATE 10- dniowy: co drugi dzień wciąż około 5-6 km. Za mną około 30 km!

Jak kontroluję swoją wydajność? 
Po pierwsze – zmierzyłam swoje obwody, gdyż ważenie w opcji dla kobiet uważam za totalną bzdurę, poza tym odmienna budowa ciała czy to jak się w nim czujemy nie ma nic wspólnego z BMI – woda i jej zatrzymanie, cykl, powiedzmy sobie szczerze – wzdęcia po kawie, produktach mlecznych czy niektórych warzywach pompują nas jak balon!
Tajemną kartkę włożyłam do notatnika i z motywacją spoglądam w jej stronę. Po miesiącu zestawię miejmy nadzieję utratę centymetrów w poście – czym przyznam się jakie uczyniły mi nieprzyjemności  smutne wieczory z chałwą i bardzo słodzoną herbatą.
Co z dietą?
Nigdy nie byłam zwolennikiem zdrowego żywienia, jadłam, bo musiałam, bo byłam głodna, bo było słodkie… Dzień mógłby dla mnie być wiecznym śniadaniem – czytaj płatki z mlekiem all the time czy kanapki na obiad, kolację i po’kolację!
Jedyne co mi pomaga – miłość do owsianki! Zestawiam ją z mrożonymi malinami, o których pisałam w poście ,,Folk it!” czy bananem. Dla smaku dosypuję wysokowitaminową kaszkę – Mleczny Start z Biedronki w cenie 0,69 zł za sztukę w wielu smakach do wyboru. Jestem fanką mleka 0,5 %, po prostu innego pić nie potrafię – także takową owsiankę zalewam tymże specyfikiem. Oczywiście najzdrowsza jest tu woda…

Czy zmieniłam inne kwestie? 
Oczywiście,że nie drastycznie. Unikam słodkości – co jest dla mnie zgrozą, tłuszczy i węglowodanów. Nadal jem kanapki – lecz staram się je zdrowo ubogacać.
Moje dzień jak co dzień to przede wszystkim…

Oczywiście, żartuję :) ! To tylko pozostałość po typowo studenckim, soczystym kurczaku z ryżem i jarmużem, o którym wkrótce powstanie notka.

Przede wszystkim celem jest dla mnie ruch!
Dlatego też upolowane aż cztery wejścia do sieci klubów fitness Pure mam zamiar wykorzystać z przyjemnością (zwróć uwagę na dostępność sauny)!

Pamiętajmy, że o każdej porze dnia i godziny możemy zacząć być fit! Wystarczy motywacja dla samego siebie. Lepsze samopoczucie, wygląd i zdrowie – to odwdzięcza nam się stokrotnie. Kiedyś usłyszałam, że trenując/ruszając się/uprawiając sport z 10-ciu problemów robi nam się jeden. Z ogromną rezerwą podeszłam do tego jako wieczny nerwus. I co? Po pierwszym tygodniu czuję się znacznie lepiej i… częściej stać mnie na uśmiech :)
Mimo, iż odczuwam ból bioder czy stawów z racji mojej technicznej niedoskonałości – nie zniechęca mnie to. I nawet śnieg czy deszcz tego nie pokona.
Czy Wy także w tym czasie prowadzicie swoje małe Be Fit? Macie swoje ulubione formy aktywności? I najważniejsze – czy będziecie ze mną w trakcie tego jesiennego wyzwania Fit?

J.

Dalej

Podziel się z innymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *